środa, czerwca 13, 2018

Masa solna i pięć pieczeni na jednym ogniu

Masa solna i pięć pieczeni na jednym ogniu
Można by rzec, pół roku miałam przerwy. Nie wiem czy tym razem podołam systematyczności i aktywności blogowej ale nie poddam się i na nowo spróbuję. Jakiś wyższy poziom motywacji muszę sobie chyba zaaplikować albo nauczyć dzieci samodzielnego zasypiania. Haha.
W zasadzie wieczorne czytanie czy opowiadanie bajek jest dosyć przyjemne więc pewnie dopóki młodzi będą zainteresowani to na pewno będziemy czynić. Bardziej chodzi o to, że czasem przeciąga się ono w czasie i nastaje już taka wieczorna pora, że z chęcią zasypiam sama albo ogarniam jeszcze coś w domu i właśnie tego czasu na pisanie, przeglądanie zdjęć brakuje. 
A ponieważ bardzo je lubię (czyt. blogowanie) to nie chciałabym z niego rezygnować. 
Dzieciaczki rosną (Lea 3 latka, Iwo roczek). Jest wesoło, można by delikatnie powiedzieć,ale było to do przewidzenia. Od kiedy młody zaczął chodzić zaczynają nawet ze sobą współpracować, wiadomo nie trwa to długo, czasem kończy się małą bitwą ale serce się raduje jak usłyszę "Iwcio, chodź idziemy się pobawić!".
Lea zdecydowanie jest małą agentką...ostatnio, po dwukrotnej rezygnacji z tego co podałam na śniadanie na jej prośbę, już nie wytrzymałam i powiedziałam "Wiesz co Lea, nie mogę już z Tobą wytrzymać"...co usłyszałam "Ja też nie mogę ze sobą wytrzymać". 
Tak, bywa zabawnie. Ale miała szczęście, że zjadła już tamto co jej podałam. Prawda jest taka, że trzeba było jeszcze użyć szantażu ale na tą małą buntowniczkę naprawdę niewiele rzeczy ostatnio działa, oprócz tego.
Powracając do tematu posta. Gdy tak siedziałyśmy i próbowałyśmy się "uśpić", zapytałam co by chciała jutro zrobić. A ponieważ powiedziała "Takie gwiazdki"...a mowa była o gwiazdkach wiszących nad łóżkiem brata, które robiłyśmy jakiś czas temu. Gwiazdki robiłyśmy z masy solnej, a że w tym czasie przypadały Walentynki to powstała produkcja serc, którymi obdarowaliśmy Babcie, Dziadków, Ciocie i Wujków oraz Panie w Przedszkolu. Pamiętam, że zabawa wtedy jej się bardzo podobała i nawet obiecałam, że powtórzymy. I chyba teraz nadszedł ten czas.


 Zaproponowałam tylko trochę inny temat, bo mamy w domu różne foremki do ciastek. Następnego dnia już od rana wyczekiwała w kuchni na pudełko z różnościami. 
Wybrała w większości zwierzaki ale serducha oczywiście nie zabrakło.
Korzystaliśmy z przepisu ze strony Mamotoja.pl i dwa razy Nas nie zawiódł. Polecamy.


piątek, stycznia 05, 2018

Nowy Rok, nowy krok

Nowy Rok, nowy krok
Rok 2017 uważam za udany. I mógłby nawet trwać dłużej...bo był naprawdę dobry.
Nie będę go jakoś specjalnie podsumowywać ale to był chyba ten najlepszy rok w moim skromnym żywocie. Chciałabym aby kolejny był też tak...
kolorowy
radosny
rozśpiewany
pełen wrażeń
pyszny
romantyczny
kreatywny
pełen bliskości
...
oby jak najwięcej było przytulania, wspólnych spacerów i podróży, spokojnych poranków, przespanych nocy, zdrowych smakołyków, bezstresowej pracy, chwil na hobby, chwil na wspólne odkrywanie wszystkiego.
---
Z domowego pamiętnika
Sylwester i Nowy Rok spędziliśmy go w domku, razem...o poranku nastąpiło oficjalne pompowanie balonów i zawieszanie serpentyn. 



Panienka od rana też skakała w spódniczce. Zresztą teraz spódniczki i sukienki są u Nas hitem.


Było też sporo śpiewania i można by nawet rzec, że Rybka Mini Mini+ dała radę.


Były też koreczkowe przysmaki...i jak się po chwili okazało była to świetna zabawa. Polecam na zabawę z maluchami.



Było też coś na osłodę...deser noworoczny, 
który zawsze się sprawdza i już nie jeden raz go polecałam...o tu.


I było też trochę wytrawnie...bo naleśniki nafaszerowane zostały serem feta, szpinakiem i szynką szwarcwaldzką a do tego sos czosnkowy ze szczypiorkiem. Trochę inaczej niż zawsze...ale czemu by ich nie spróbować.
Przepis znalazłam o tu.


I tak pożegnaliśmy 2017


...Fajerwerki Milusińscy przespali, nawet im brewka nie tykła...ale za to w dalszej części nocy...zakosztowaliśmy 3 pobudek.
I tak powitaliśmy 2018
...prawda jest taka, że tablet i auto trochę Nas rano uratowało.


Po śniadaniu jednak wszystko powróciło do normy 
(skrętko-pałeczki z ciasta francuskiego z serem i pesto oraz zawijaski z tym z czym wcześniej naleśniki polecają się na skosztowanie)


i nawet po tym sytym śniadaniu nabraliśmy ochoty na spacer po warszawskim Starym Mieście


co prawda, trochę zaskoczył Nas na koniec deszcz...ale Masza jakoś przetrwała dosyć szybki slalom wśród spacerowiczów.
Zresztą, jak się okazało... narodziła się wiekopomna tradycja....noworoczny spacer po Starówce. 
Bo to nie był Nasz pierwszy raz...i niech tak pozostanie:)

---
Życzę Wam naprawdę dobrego roku!
i dziękuję, że do mnie zaglądacie:)

pozdrawiam
Agea
Copyright © 2016 Agea Happiness-Moje Pasje , Blogger