środa, grudnia 13, 2017

W grudniu po południu...część 2

Zima w pełni, przygotowania do świąt ... w trakcie. Oby do przodu, jak to mówią. W przerwach pomiędzy praniem, sprzątaniem, zakupami, gotowaniem staramy się zorganizować sobie czas najmilej jak się da, tak bez spięcia, tak żeby wywołać uśmiech i być w dobrym humorze na dalszą część dnia.
Nie zawsze przychodzi to z łatwością bo najmłodszy członek rodziny jest właśnie w trakcie ząbkowania i potrzebuje dużo wsparcia...a to oznacza, że plany się zmienianą, bo jest zwyczajnie taka potrzeba.
Zawsze jest też plan B i C i dzięki Nim udaje się chwytać każdy dzień ....takie nasze Carpe diem!
Pudło świąteczne zostało do domu już przyniesione, powoli wydobywam różności i sprawdzam co przetrwało próbę czasu.
Ogólnie nie jest źle, ale znając siebie to coś spróbuję jeszcze dorobić.


Na początek coś do pokoju milusińskich. Chyba najszybciej i najłatwiej przemienia mi się dekoracje z obrazkami. Spory czas temu udało mi się napotkać świąteczne kartki i tak mi się spodobały, że kupiłam wtedy aż dwa zestawy, pierwszy został rozesłany do rodzinki i znajomych a drugi zachowałam i właśnie teraz pomyślałam, że go wykorzystam. Zgarnęłam małe ramki ze ściany, odpieczętowałam i włożyłam.




Jest ich  kilka w pokoiku więc pewnie coś jeszcze wymyślimy...na pewno część ozdobimy czymś co namalujemy.
Razem z córcią bawiłyśmy się w weekend farbami i zrobiłyśmy już jeden plakat. Było nawet zabawnie bo gdy już tak wszystko było rozłożone, gotowe, i wałkiem i pędzlem panienka przejechała po kartce usłyszałam "Bedzie dzieło"... pomyślałam (a w zasadzie to najpierw się roześmiałam zadziwiona jej stwierdzeniem), że będzie coś, ciekawe co, bo jak razem malujemy to nigdy nie wiadomo co powstanie, ona dół  a ja na górze choinki i nagle wyszła z tego jakby góra, wtedy pobiegłam szybko po watę i tam gdzie farby nałożyło się zdecydowanie za dużo przyklejała kulki (to wcale nie takie łatwe). I wyszła jakby góra śnieżna....w każdym cokolwiek Nam wyszło jakoś z zimą trochę się kojarzy, więc zostanie...

Plakat zimowy


A propo waty, jakiś czas temu na profilu instagramowym Zabawy Liliany podpatrzyłam butelkowego bałwanka z białymi pomponikami w środku. W ciągu tygodniu szukałam butelki w takim kształcie i białych pomponów. O ile butelkę szybko udało się zlokalizować (o tu link) o tyle białe pompony nie bardzo (chyba wszystko wykupione). W każdym razie pompony zostały zastąpione kulkami zrobionymi z waty:)

Och Panie Bałwanie




Do narysowania nosa, oczu i guzików użyłam na początku markera kredowego ale powiem Wam, że się nie sprawdził bo przy częstym dotykaniu rozmazywał się, lepiej trzyma się flamaster do podpisywania płyt DVD.

Z zimowych zabawek polecam jeszcze muzyczne jaja niespodzianki....
Kojarzycie pewnie piosenkę "Pada śnieg, pada śnieg dzwonią dzwonki sań..."chciałam zrobić coś co będzie urozmaicało Nam śpiewanie, zachomikowałam kilka opakowań od znanych jajek niespodzianek i zapakowałam w ich wnętrze: ryż, cukier, groch, fasolę, orzechy i oczywiście mini dzwoneczki. W każdym jest coś innego a w jednym większym jest mieszanka. Każde z nich wydaje troszkę inny dźwięk.


Następnie zakleiłam dla bezpieczeństwa taśmą bezbarwną a później jeszcze dekoracyjną. 


W ten sposób coś Nam brzęczy, dzyndza i jest na swój sposób bardzo dźwięcznie.


W grudniu po południu....chętnie zagląda się też do książek...na przedszkolne Mikołajki córcia dostała książeczkę "Kocia Kicia. Zima" Anny Głowińskiej wyd. MediaRodzina, jeśli ktoś lubi koty to zdecydowanie polecamy. Z tej serii ukazało się jest wiele opowieści, tu podsyłam link dla chętnych. Dla dwulatków jak najbardziej powinny się sprawdzić, choć młodszy brat też z chęcią wysłuchał całej historii.


W moich starusieńkich książkach znalazłam jeszcze jedną zimową pozycję 
"Królowa Śniegu" Hans Christian Andersen, wydawnictwo Poznańskie, 1987.


w środku pełno jest niebiesko-białych obrazów:)
---
I gdy już tak się człowiek na patrzy na tą biel to chciało by się śniegu i chciało by się pospacerować...

Podpatrzone na spacerze


Podpatrzone zza okna


Jak już się tak człowiek napatrzy abo zazna spaceru na śniegu to polecam coś rozgrzewającego...
dla mnie to taki zapach z dzieciństwa...pieczone jabłko z cukrem, orzechami włoskimi i rodzynkami czasem też z cynamonem.
Polecam.... ten zapach unoszący się z piekarnika i to ciepło, które rozchodzi się po mieszkaniu...nie do opisania.


czas zimy kojarzy mi się jeszcze zapachem mandarynek


i pomarańczy
i chyba właśnie dlatego skusiłam się na zrobienie po raz pierwszy świątecznej nalewki z pomarańczy, korzystałam z przepisu w wersji z cynamonem, goździkami, miodem i imbirem. Przepis znalazłam na durszlak.pl o tu.


Zabieramy ją oczywiście do rodzinki na Święta:)
W grudniu po południu...zawsze też przygotowuję kartki z życzeniami....dla tych, z którymi pewnie nie uda się Nam spotkać w tym czasie...


---
W tym roku po raz pierwszy wraz z córcią braliśmy udział w spotkaniu wigilijnym w przedszkolu. 
Było wspólne dekorowanie pierniczków, śpiewy...ogólnie miło spędzony czas, bo jak się przy okazji okazało córeczka chodzi do jednej grupy z córeczką mojej koleżanki ze szkoły podstawowej...jaki ten świat jest mały.


.... były też upominki dla Rodziców.... u Nas pomarańcza z goździkami ma oczywiście swoje honorowe miejsce:)


ach ten grudzień...pełen wrażeń i wydarzeń
 .... i ponieważ negocjacje o których w ostatnim poście pisałam, zostały zakończone sukcesem to na koniec jeszcze moi Milusińcy:)


... a jak tam U Was mija ten zimowy czas?

Pozdrawiam
Agea

2 komentarze:

Dziękuję za odwiedziny i pozostawione słowa...

Copyright © 2016 Agea Happiness-Moje Pasje , Blogger