środa, października 25, 2017

Nasz zabawkowy misz-masz

Miszku maszku zabawania milusińskich trwa na dobre. Istoty to nadzwyczaj wymagające. Nie ma czasu na odpoczynek. Starsza siostra nie wie co to drzemki, nie stosuje ich od ponad roku, młodszy robi drzemki - jeszcze - ale śpi po około 20-30 minut.
Nawet szumiś na nich już nie działa.


Więc, cóż mi pozostaje...bawić się i zabawiać całą naszą ekipę.
Tak jak pisałam, mamy przeróżne zabawki ale żeby w domu było więcej sprzątania dorabiam nowe...hihi. Takkk...bardzo lubię sprzątać.
Ostatnio pisałam o zabawkach szyciowych (o tu), a przedostatnio o tekturowych (o tu), dziś czas na resztę.
Zacznę od najmniejszej pociechy, Pan Iwcio ma już ponad pół roku więc bardzo lubi jak coś może w ręku pomiętosić, potrząsnąć i to co coś wyda jeszcze dźwięk.
O matko...właśnie teraz jak to napisałam pomyślałam o naszym kiciusiu...
spokojnie, nie jest tak źle, jestem czujna i nie pozwolę na skrzywdzenie ogoniastego, chodź on sam przychodzi i kładzie się niemal pod nogami albo co gorsza w samym centrum zabawy.
Czujność "10", bo wiadomo pazurki to on ma. Chodź jak śpi to takie z niego niewiniątko.


Co tam na dziś uzbierałam do okazania:

Butelki sensoryczne
Ta zabawka powstała dzięki córci, Leucia miała super atrakcję a brat ma przy okazji zabawkę. Butelki sensoryczne to nic innego jak plastikowe buteleczki wypełnione różnymi ciekawymi rzeczami. Dla małej było to na tyle ciekawe, że zrobiliśmy aż 4 sztuki, chociaż myślę, że jedna czy dwie w zupełności by Nam wystarczyły.


Do jednej z butelek wsypaliśmy groch, fasolę, kaszę, makaron, płatki kukurydziane, cukier, groszki kakaowe; do kolejnej wrzucilismy guziki, pompony, koraliki; a jeszcze do kolejnej piasek z nad morza, szyszkę, kamyki, muszelki i patyk (tu podziękowania dla cioci Dorotki).



Żeby było bardziej kolorowo ozdobiliśmy sznureczkami, taśmami dekoracyjnymi i czymś co córcia uwielbia, czyli naklejkami (aktualnie HIT:) najwięcej ma od lekarza, bo dosyć często tam niestety bywa.)



Zabawa  póki co trwa...i siostra również z nich korzysta.



Grzechotka - gryzak
Dla młodego powstała również mini grzechotka, chociaż czasem pełni nawet rolę gryzaka. Wykonanie dosyć szybkie, otwory w nakrętkach zrobiłam przy użyciu gwoździa i młotka, później przewlokłam przez nie sznurek. Wszystkie nakrętki można przesuwać a przy okazji starsza siostra będzie uczyć się nazw kolorów (po angielsku....ofkorse...no wiem, mogę się zdziwić.). 
Jak widać nie jest to zabawka na miarę osiągnięć XXI wieku ale rączki młodego osobnika na chwilę zajmie. A kładziona na mamy głowę i spadająca z niej...no naprawdę mówię Wam...potrafi rozśmieszyć i to bardzo.





A teraz czas na siostrę, chociaż brat też już chce zaglądać do tego....dużego kolorowego pudła.

Pudło różności


Niektórzy mówią na to śmieci (uups, przepraszam...mąż by mnie pewnie poprawił...odpady).
Zaczęło się niewinnie, bo na początku pomyślałam...a pozbieram kilka kubeczków i będziemy uczyli się robić dużą, szeroką wieżę. Skończyło się na kilkunastu kubkach.
I na początku, kiedy córcia była jeszcze mała o żadnym budowaniu wieży nie było mowy, najfajniejsze dla niej było rozrzucanie kubeczków lub wkładanie jednego do drugiego
(hmmm, w zasadzie to też jakby wieża Nam powstawała).
 Ale z czasem do nawet wysokiej wieży udało się Nam jednak dojść.
Powoli do kubków dochodziły tekturowe rolki od ręczników kuchennych, papieru toaletowego i dużej taśmy klejącej. Zbiegło się to jakoś z zakupem folii samoprzylepnej do budowy domków. Pisałam o tym tu. I tak jakoś wszystko się poobklejało.
Pewnie jesteście w stanie wyobrazić sobie minę męża, na to całe zjawisko.
Kubeczków i rolek było znacznie więcej, ale nie przetrwały naszych zabaw. Ostały się te.


Zachowałam też jakieś kubeczki i pokrywki po serkach, małe butelki plastikowe i nakrętki. 
Zabawy za każdym razem były inne. A to węże, a to wieżyczki, a to wrzucanie różności do butelek, przewlekanki ze sznurkiem.
Dużą popularnością cieszyła się u Nas lornetka. Żałuję tylko, że nie zrobiłam jej z twardszej tektury. Chociaż jak na tyle zabaw to nie jest z nią źle. Myślę, że jeszcze może chwilę Nam posłuży.


A ... i jeszcze hitem zabawowym były klamerki do ubrań, takie plastikowe, kolorowe. Mała przypinała je do wszystkiego.
Samo pudło, też z czasem zostało obklejone i nawet dorobiłam w nim przegródki, bo wcześniej wszystko się  w nim przewracało. Powstały też rączki, żeby łatwiej było je przenosić....albo ciągnąć.


Jak widać, pudełko swoje już przeszło.

Nawlekanka koralowa
Trzeba było poszukać kilku-kilkunastu korali o dużych oczkach...i chyba tylko to było najtrudniejsze.
 Jak już się udało to dokupiłam jeszcze sznurowadła. Zabawa prosta, choć nie zawsze, bo wiadomo korale potrafią latać...i chyba dlatego nasze gdzieś na chwilę wybyły.
Dorobiłam jeszcze tylko pudełeczko, żeby w razie potrzeby wyciągnąć gotową zabawę a nie szukać wszystkiego po różnych kątach.
System pudełkowy póki co się sprawdza.





Czyli nauka nawlekania zaliczona.

Teraz czas na coś matematycznego.

"Zakręcenie cyferkowe"
Jak się szybko okazało moja córcia zdecydowanie bardziej woli malowanie farbami i tańczenie niż zabawo-naukę cyferkami. Ale czasem, po dłuższym nie oglądaniu zabawki lubi pobawić się z nakrętkami.
Myślę, że może trochę na nią jeszcze za wcześnie a może zwyczajnie inne zabawy wydają się jej bardziej atrakcyjne.
W każdym razie nakrętki po słoiczkach doczekały się naklejek z cyframi, później przyszedł pomysł na wykorzystanie naklejek, który pozostały po wyjęciu cyferek z ich wnętrza, a jeszcze później kropeczki z odliczaniem.Czyli przykładowa zabawa to układanie nakrętek na przyklejonych cyfrach lub szukanie danej nakrętki z cyferką i dopasowanie jej do odpowiedniej ilości kropek.
Kartki zostały oczywiście zalaminowane, bo najprawdopodobniej nie przetrwały by pierwszego razu.



Nakrętki trzymamy w pudełku po lodach, wcześniej były w nim małe kredki, dlatego miałam pomysł z imieniem na pudełku i tak już zostało.


Odkryliśmy też ciekawą książeczkę uczącą liczenia i czasem przy tej zabawie jej używamy.


Książeczka "Od 1 do 10" Ola Cieślak, Wydawnictwo Dwie Siostry.

A na koniec coś jeszcze kolorowego....
Zabrałam się za to w lato... potrzebne były patyki, farby i pędzelki. Część patyków już miałam a część przywiozła mi z nad morza siostrzyczka (za co bardzo jeszcze raz dziękuję).


i tak powstały....

Radosne patyczakiMalowałam je sama, bo chciałam zobaczyć jak to wyjdzie, ale ponieważ zostało mi jeszcze kilka sztuk to będziemy bawić się z córcią w ozdabianie ich. Polecam tylko jakieś inne farby, bo te plakatowe nawet po wyschnięciu jeśli dziecko dłużej trzyma patyk lekko "kolorują" ręce. Da się to zmyć, patyk też ma się dobrze, ale może jest coś co lepiej się sprawdzi.


Patyki można wykorzystać do układania przeróżnych kształtów, figur, wzorów...albo do układania napisów. U Nas na razie to pierwsze...ale nauka własnego imienia w takim wydaniu myślę, że za jakiś czas będzie ciekawa.




Nie byłabym sobą gdybym nie zapakowała ich w coś...tym razem padło na puszkę:)


I tym radosnym i kolorowym akcentem kończę dzisiejszy post.
Do miłego zabawiania

PS. Nie wiem jak to się stało, że przez tyle postów zabawkowych, nie zapytałam Was, czy też coś tam knujecie lub knuliście dla swoich milusińskich, a może to Wasi rodzice coś Wam wymyślali?
Piszcie koniecznie:)

Agea

Ps.2. Zapraszam oczywiście za tydzień....

6 komentarzy:

  1. Z pazurkami czy bez kiciusia macie słodziutkiego. Jak zwykle jestem onieśmielona pomysłami, pracą i sercem jakie wkładasz w czas z bobasami. I nie wiem czy bardziej podobają mi się Wasze zabawki czy ich opakowania. Na pewno zrobimy lornetkę, bo jest łatwa i super i napisze mi jeszcze skąd koraliki wzięła takie ładne. Grzechotka też jest super. Butelki też. Cyferki może faktycznie za poważne jeszcze na ten czas. O czymś zapomniałam?:) Wszystko fajne! Ściski i zdrowia dla Was.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam, lorneta pierwsza klasa:) Co do pudełek to Ci powiem, że ja niektóre też bardzo lubię...pierwsze jakie zrobiłam to właśnie to z imieniem córci...jest idealne w swej nieidealności...lody też były smakowe.
      Co do cyferek...może z czasem przyjdzie mi do głowy jakaś inna zabawa i wtedy będzie bardziej zainteresowana.
      Koraliki...znalazłam w SH i należały do innej zabawki...też mi wydały się ładne więc zakupiłam:)

      Usuń
  2. Podziwiam Cię! Ja też coś gdzieś tam próbuję wyczarować, ale jednak nie w takiej ilości. Rewelacja!
    A jeśli chodzi o to co zrobiła dla mnie i dla brata mama - mnóstwo rzeczy, ale i tak najlepiej pamiętam domek dla lalek. Mama zamówiła u stolarza bazę i sama pomalowała, ozdobiła, wytapetowała, przygotowała meble, firanki itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, właśnie takie wspomnienia wywołują uśmiech:)
      Ja część rzeczy zrobiłam ciut wcześniej, szyłam dosyć powoli, w odstępach, tu 10 minut, tam 20 minut aż w końcu się udało. Teraz czasu jest jeszcze mniej ale próbuję go jakoś wygospodarować...aż strach myśleć o powrocie do pracy.

      Usuń
  3. Dziecię uczy pokory. Jednak rodzic nie zawsze to akceptuje. Pomysły superowskie, to najważniejsze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję Zdolności - Tworzenia, to prawda. Trzeba czasem sporo nagłówkować, bo u mojej małej większość zabaw zajmuje około 5 minut.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i pozostawione słowa...

Copyright © 2016 Agea Happiness-Moje Pasje , Blogger