czwartek, października 05, 2017

W podróży - milusińscy i ich zabawianie

Czym zająć milusińskich w podróży?
Każdy, kto ma dzieciaczki wie, że podróż jakimkolwiek środkiem transportu może wyglądać bardzo różnie. Na swoim przykładzie mogę opisywać tylko podróż autem, autobusem komunikacji miejskiej oraz pociągiem. Dziś króciutko o tym co u Nas sprawdza się na takich wycieczkach, czym czasem trzeba zająć pociechy i czym je udobruchać, żeby ta podróż dla wszystkich upłynęła w miarę w sprzyjających warunkach.
Podróże nasze bywają oczywiście różne pod względem czasu trwania, bo czasem są one bardzo krótkie – od sklepu do sklepu (te w miarę łatwo przeżyć), czasem dłuższe jak podróż autobusem miejskim (tu bywa różnie) i te dłuższe, gdy na przykład jedziemy do rodzinki i podróż potrafi trwać kilka lub kilkanaście godzin.
O ile córcia jest już starsza (2,5 roku) o tyle synek (6 miesięcy) ma swoje potrzeby żywieniowe i nie ma co to to, trzeba tu i teraz spełnić, bo jak nie to wiadomo czym to się skończy.
Większość z Nas na co dzień podróżuje za pewne autem ale dla ciekawskich rozpocznę o naszych podróżach pociągiem.  Jak dla mnie to takie mini przygody, a Ja na pewno zapamiętam je na dłuższy czas. 

Podróż pociągiem


Pierwszy raz podróżowałam z małą pociągiem jak miała około roku. Sam zakup biletów wydawał mi dosyć zabawny…bo, żeby kupić bilet rodzinny na kilka dni wcześniej trzeba osobiście pojechać na dworzec z którego zamierza się wyjechać. Tak przynajmniej jest w Warszawie, szczerze powiedziawszy byłam bardzo niepocieszona, bo przecież to Stolica, XXI wiek i jest też strona internetowa na której można to zrobić, ale niestety jak się okazało nie bilet rodzinny. Nie ma przywilejów…hehe. A szkoda, bo jest to jednak jakieś utrudnienie, zwłaszcza, gdy ktoś nie mieszka w mieście, z którego odjeżdżać będzie owy pociąg. 

W każdym razie, nie poddałam się i 4 razy skusiłam się na taką wycieczkę o czasie trwającym ponad dwie godziny. Pierwszy raz trafiliśmy do dużego otwartego przedziału. Przysługiwało Nam miejsce przy stoliku. Bagaże łatwo było ułożyć na specjalnym nie za wysokim miejscu a podręczne torby mieć pod owym stolikiem. Niestety przyczłapał się do Nas Pan, który strasznie chciał z kimś porozmawiać i był raczej przedwczorajszy. Jak to Ja, chciałam być miła, więc zamieniłam kilka słów ale później miałam już serdecznie dosyć bo ten Pan piąty raz mówił to samo. 

Plus był taki, że miałyśmy z małą stoliczek i mogłyśmy rozłożyć książeczkę, położyć bidon i na szczęście obeszło się bez łazienki (dla dzieci), która była cztery wagony dalej:(

Kolejne podróże trafiały Nam w wagonach zamkniętych. 
Raz podróżowałam z kobietką, jej 3 córkami i psem. Wtedy zrozumiałam, że można dać radę nawet jak się z domu zapomni zabrać telefonu. Trzecim razem spotkałam dziewczynę podróżującą z córeczką nieco starszą od mojej małej. Dziewczynki wymieniały się książeczkami i zabawkami i jakoś szybko Nam to wszystko zleciało. Podziwiałam ją bo oprócz bagażu miała jeszcze wózek spacery i skrzypce (brawo).

Podróż czwarta…to już był luksus…jechaliśmy sami w przedziale. Ja, córcia i synek. Cisza, spokój, za oknem słońce i maj…odważyłam się i też zabrałam wózek. Pamiętam, że na koniec pomogli się Nam wypakować konduktorzy…uff. 
Wielka szkoda, że te schodki pociągowe wejściowo-wyjściowe są takie strome i wysokie.

Hmm, chyba się rozgadałam, a miałam napisać czym by tu zająć takich maluchów w tej ciekawej przestrzeni.

My zaczęliśmy od:
- oglądania tego co za oknem (miasteczka, wsie, dworce, zwierzaki),
- przywitania i/lub zapoznania się z podróżującymi obok Nas "człowiekami":)))hihi, jeśli przejawiali też takie chęci
- przeglądaliśmy książeczki,
- rysowaliśmy w zeszycie (ze sztywną okładką),
- bawiliśmy się małymi ludzikami i autkami,
- rysowaliśmy po plecach,
- robiłyśmy nowe fryzury.
- zajadaliśmy się smakołykami.


W podróży ciuchcią fajne jest to, że można spotkać bardziej lub mniej ciekawych ludzi. I w zasadzie to nigdy nie wie się, kogo się spotka. Dlatego nie da się nic przewidzieć, trzeba być gotowym na każdą sytuację.
Ułatwieniem jak dla mnie jest to, że moja nad wyraz ruchliwa córcia, może chociaż na chwilę wstać i rozprostować nogi. Może w miarę wolnych miejsc rozłożyć też swoje zabawki, spokojnie zjeść i poznać jakąś nową koleżankę.
Mam nadzieję, że Was nie zniechęciłam do tego środka transportu tymi biletami i tym ciekawskim Panem. Jak dla mnie takie przemieszczanie jest jednak nadal wyzwaniem, począwszy właśnie od zakupu biletów a skończywszy na wypakowaniu się z wagonu.

Podróż komunikacją miejską

Zdarza się Nam i tak przemieszczać.  Zazwyczaj trwa to w przedziale od 15 minut do ponad 1 godziny. No przyznam, że to nie zawsze łatwy i przyjemny środek transportu. Mija szybciej i przyjemniej gdy dziecię ma dobry humor a wszyscy wokół mają dobrą wolę.
Zapakowanie do niego nie jest już aż tak trudne, bo jednak większość autobusów (przynajmniej u Nas)jest niskopodłogowych. Problem jest często jednak miejsce, bo ostatnio dzieci przybywa i ciężko czasem wpasować te cztery wózki obok siebie. Ale wystarczą chęci i wszyscy się zmieszczą, nawet Pani z kurą na rowerze.
W takim autobusie również można poznać ciekawe osobistości, można spotkać sąsiada i można poznać nową koleżankę czy kolegę.
Jednak czasem gdy są korki, nawet taka krótka podróż może wydawać się długa, dlatego, gdy już skończymy te nasze zawile pogaduchy, rozśmieszanie brata i gdy na przykład za oknem pada okropny deszcz i to taki, że przez okna nic nie widać (nawet tych mega kolorowych reklam) wtedy to przychodzi moment na czarodziejską torbę z zabawkami.

Zestaw dla Panienki


i dla sprawiedliwości 

Zestaw dla młodzieńca


 Spokojnie, nie tyram tego wszystko...bo nie zawsze jeździmy w trójkę...i nie zawsze bierzemy te wszystkie umilacze czasu, ale zawsze coś musi być. Czasem następuje wymiana...ooo...wystarczy już samo potrzymanie w ręku, żeby zapanował dobroczynny spokój.
W kieszeniach mam też pochowane smakołyki, tak już na otarcie łez...sprawdzają się Nam chrupki (kukurydziane żeby nie było), mini ciasteczka (zbożowe oczywiście!!!), wodę i nawet pociachane owoce (dla zdrowotności!!!)
Uff, jak dobrze, że te podróże są w miarę krótkie i że może czasem ukoimy czyjeś nerwy puszczając kojącą melodię z pluszowego liska.


To może jednak auto, będzie znacznie wygodniejsze i przyjazne dla większości...

Podróż samochodem
Okazuje się, że tu też może nie być łatwo, bo to jednak kilkoro ludzi + kot (w naszym przypadku) zamkniętych w jednym przemieszczającym się pomieszczeniu może być niełatwe. Jednak jak do tej pory nikt nie ucierpiał.
Mamy te same zestawy co wcześniejszych środków transportu...bo rzeczywiście, póki co u Nas to się sprawdza.

Dla starszej pociechy:
Mata wodna, łatwa w użyciu, napełniamy mały pisak wodą i maziamy po materiale. Wszystko chwilę później wysycha (ok.2 minut) i tak, aż do zużycia całej wody dostępnej w bidonie.


ooo, i nawet mama może się pobawić jak pociechy śpią:)


Książeczki: książeczki odkrywanki, mini książeczki z historyjkami, książeczki z krótkimi wierszykami. Tu lubimy sobie zmieniać, bo wiadomo niektóre się nudzą.



Przeplatanki, można wymyślać różne wzory oplatania i jest szansa, że z 5 minut będzie cisza


Mały tablecik, dobrze, jest go wykorzystać, kiedy brat też jest zajęty zabawą i nie ma ochoty na sen, bo jednak trochę dźwięku wydaje. Jednak jest możliwość regulacji głośności i poziomów, więc zabawa może zająć nawet kilka minut.


Można jeszcze wydobyć z kieszeni mini postacie z bajki, autko albo ukochaną przytulankę


Jak widać ten kiciuś przeżył nie jedną naszą podróż, dzielny zuch!!! brawo

Młodszy brat, choć jeszcze dogadać się z nim nie tak łatwo, też ma swój świat  odkrywczo-zabawkowy. 

Gryzako grzechotka
Tak, tak, można nawet wziąć do buzi i spróbować...jest w miarę miękkie i z tyłu ma lusterko


 albo książeczka też z miękkim gryzakiem i grzechotką, a w środku kolorowe zwierzaki


Albo piłeczka, którą można pomiętosić i poprzekładać z ręki do ręki


Mamy też zawieszkę z grającym zwierzyńcem i gryzaczkami



Pod ręką jest też mini instrument muzyczny...uwaga...ma opcję kręcenia


Ku ciekawości i rozwijaniu wiedzy ukazuję też malutkiemu karty z pojazdami lub zwierzakami 
(jeśli jeszcze nie ma ich dosyć) i oczywiście udaję te wszystkie przedziwne dźwięki.



...albo też i takie karty warte są polecenia, które jak widać dużo przeszły tzn. sprawdzają się. 
Trzeba na przykład odszukać obrazek z kołem albo znaleźć coś w ulubionym kolorze Mamy czy Taty. Można poszukać albo nazwać zwierzaka czy owoc. Wiadomo czasem pytania mogą być znacznie trudniejsze na przykład: ile kolorów ma tęcza?, znajdź różowy kwadrat, ile kropek ma biedronka?, co jest słodkie?, z czego robimy dżem? co rośnie na palmie?


Plusem jest to, że gdy rodzic jest już wyczerpany to ma te wszystkie ciekawe pytania zapisane na jednej z tych kart:))))

Oczywiście dla rozładowania trudnych chwil można też posłuchać muzyki i pośpiewać piosenki. 
W zasadzie u Nas często od tego zaczynamy.



....czasem/często słuchamy nie tylko tej dziecięcej a również zupełnie innej...

Gdy jednak wszystko zawodzi i nawet ptaki, krowy, wiatraki, chmury nie wydają się być już ciekawe to jeśli Tata pozwoli można coś przekąsić.

Przekąski i smakołyki


Tu już chyba każdy wie czym pokonać kwaśną minkę i czym rozweselić serducho...
My polecamy dobre "bo Polskie"(żartuję ale tak napisał producent) liofilozowane batoniki owocowe, bezglutenowe, bez barwników i bez konserwantów.
Są dostępne w kilku smakach ale u Nas najulubieńszy jest oczywiście truskawkowy.


Ponoć zabierają je na wyprawy nawet alpiniści...pewnie dlatego, że są bardzo lekkie:)

Spokojnie, żeby nie było, nie jest to post sponsorowany. Po prostu Nam bardzo zasmakowały a wiadomo, nie zawsze owoc jest pod ręką (zwłaszcza ten obrany i pokrojony).

Po latachhhhh poszukiwań odkryliśmy też bidon, który w końcu jak spadnie to nic się nie rozleje (naprawdę, ja już wątpiłam, że takie istnieją).

Ach i jeszcze coś, my zawsze mamy gdzieś zakamuflowanego gościa - nazywa się Mr B i ma ukryty genialny termoforek


No patrzcie jaki on  urokliwy...potrafi nawet czasem przemówić ludzkim głosem, rozśmieszyć i ogrzać gdy ktoś poczuje taką potrzebę.

To tyle na dzisiaj. Tego wszystkiego wcale nie jest tak dużo, jakby się tak ze wszystkim spakować...i jeszcze wiadomo, te pieluchy zabrać i coś na przebranie (bo u Nas niestety w tej kwestii różnie potrafi być) to ostatecznie mieścimy się tylko w dwóch torbach nawet z opcją na ulubiony kocyk.


A ostatnia podróż upłynęła Nam wyjątkowo spokojnie....dzieci spały i spały, aż trzeba je było obudzić, bo przecież aż strach pomyśleć jak wyglądała by nasza noc.

Mam nadzieję, że może komuś mój post się jednak choć ciutkę przyda.
Starałam się pisać po polskiemu i zjadłam nawet przed tym kilka ulubionych orzechów.


Jeśli macie chwilkę napiszcie jak to u Was bywa albo bywało podczas podróży, co się sprawdzało, w co się bawiliście. Jestem też ciekawa czy na przykład wszędzie te bilety rodzinne na ciuchcię trzeba kupić osobiście na dworcu; czy w autobusach miejskich też może być przyjemnie i miło i czy prawdziwy tablet w drodze to naprawdę samo złooooo!

PS. Aha...i żeby nie było,  prawdziwego cudu technologicznego i uciszacza w jednym też używamy...bo czasem Ja, czyli mama zabawiająca też muszę chwilę odpocząć:)))

---

A jeśli macie ochotę to zaglądnijcie też za tydzień
Agea

Ps. Zapraszam też do Asi na Malu malu, kolory bomba....miód, malina....i do tego zdolna dziewczyna



5 komentarzy:

  1. Jesteś w stanie obyć się bez prawdziwego tableta i bajeczek??? WOW. JA NIE...
    Wszystko fajnie, ale zawsze dochodzi do momentu w którym gdyby nie heha czyli świnka PEPPA, bylibyśmy w tarapatach.
    PS.Ale świnia ze mnie, nie obrażając tych uroczych zwierząt. Zapomniałam do Twojego posta odesłać. Nadrobię:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co to, prawdziwy tablet musi być. W końcu Ja (Pani zabawiająca) też muszę chwilę odpocząć:)))) Ale często przejeżdżamy przez bardzo małe miejscowości i wtedy...no wiesz, co może oznaczać brak zasięgu...tragedię niesłychaną. Choć ostatnio znalazłam nawet jakieś aplikacje (układanki, kolorowanki) bez Internetu i czasem ale nie zawsze to one ciut podratują napiętą sytuację. Chyba dopiszę coś do posta, żeby nie było, że my tacy nie dzisiejsi i tego HIT-u zabawkowego nie stosujemy.

      Usuń
  2. Fajnie,że dziecięcymi kreatywnie spędzają czas. Jak ja wychowywałam swoje,to przyświecala mi myśl : dobrze wychowane -wyrok na 25 lat,źle wychowane-dożywocie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie, że masz już swoje patenty na podróżowanie z dziećmi :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i pozostawione słowa...

Copyright © 2016 Agea Happiness-Moje Pasje , Blogger