środa, lipca 30, 2014

okołoszkolnie i kocio

okołoszkolnie i kocio
Rok szkolny zbliża się wielkimi krokami...
(żartuję oczywiście)
zostało jeszcze na szczęście (dla mnie) trochę czasu,
ale zostałam poproszona przez siostrzyczkę i przyjaciółkę o uszycie czegoś co kojarzy się trochę ze szkołę
więc zasiadłam do maszyny i powstały od takie upominki.
Jeden zestaw dla młodego człowieka, który zamieszkał w innych kraju i tam pobiera nauki...wykorzystałam naszywki ze starych bluz szkolnych 


niedziela, lipca 27, 2014

Własny rytm

Własny rytm
Żebyście nie pomyśleli, że tylko tak całkiem leniuchowałam...bo i owszem leżakowanie codzienne było
i spacery także
ale nachodziła i mnie tęsknota za czymś robótkowym
...maszyny nie zabrałam, aż tak ze mną źle nie jest
ale szydełko i owszem, malutkie to takie i podręczne a i włóczki za wiele nie ważą
tyle godzin podróży w jedną i w drugą stronę - i późne popołudnia też mogą choć na chwilę dać namiastkę robienia czegoś 
To dla mnie też pewien rodzaj odpoczynku, takie zawieszenie w czasie
---
Plaża o Zachodzie słońca jest równie bezcenna co za dnia, ale ma w sobie takie pokłady romantyczności, ciepła, wyciszenia
i myślę, że właśnie w takich okolicznościach można odnaleźć swój własny rytm...


sobota, lipca 26, 2014

Oh, my happy days

Oh, my happy days
Gdyby tak mogła zamieszkać nad morzem...
jakaż to byłaby radość móc tak obcować z wodą i niebem
obudzić się rano i spojrzeć na ten bezkres
hmm
---
Choć na chwilę udało się nam odwiedzić Nasze morze i z tego się cieszę ogromnie, to dla mnie takie naładowanie akumulatorów na kolejny czas, bez tego czuję, że byłoby ciężko
a już sama myśl, że tam wyjeżdżam wprawiała mnie w dobry nastrój
a gdy już tam dotarliśmy, rozpakowaliśmy się i zaświeciło słońce (w sercu), 
i świeciło tak do końca


czwartek, lipca 24, 2014

W trakcie wakacjiiiiiiiii...

W trakcie wakacjiiiiiiiii...
Znowu troszkę mnie nie było, tym razem to za sprawą wakacyjnego wyjazdu, który składał się z kilku części - ale o tym za chwilkę.
Chciałam Wam jeszcze podziękować za wszystkie komentarze pod ostatnim postem. Brak kotki jest odczuwalny, nawet odwiedzając Rodziców nasz kiciuś jej szukał i spoglądał w miejsce w którym zawsze odpoczywała. I w serduszku naszym na pewno pozostanie...
Co by tu opowiedzieć o wyjeździe 
- plan był taki odwiedzamy rodzinkę na Pomorzu, patrzę jak rośnie moja chrześniaczka, mąż zostaje chrzestnym przeuroczego Antosia. Dla maluszków przygotowuję upominki...na dobry letni sen
dla Julki sówki


czwartek, lipca 10, 2014

troszkę na smutno...

troszkę na smutno...
Obiecałam sobie, że poświęcę jeden z moich zaległych postów dwóm stworzeniom...
dziś już ich nie ma
ale należy się im pamięć w moim serduchu
---
w czasie kiedy miałam te wszystkie przeróżne sprawy na głowie wydarzyło się coś czego nie da się
tak spokojnie opowiedzieć, nawet gdy teraz piszę, łezki spływają mi policzkach a mój kiciuś leży obok mnie
i przygląda się...coś na pewno sobie myśli
a może nawet wie...
---
W zeszłym tygodniu Moja rodzinka pożegnała naszą 20 letnią kotkę Kajkę,
bidulinka od kilku lat chorowała na cukrzycę, ale znaleźli się tacy co dali nadzieję i leczyli kotka 
a Rodzice codziennie dawali zastrzyki z insuliny
Kajka trzymała się dobrze, nawet gdy wydawało się, że śpi snem głębokim to jej ślipka otwierały się w momencie otwierania lodówki...o tak lubiła jeść
karmy tylko te najlepsze...specjalne dla cukrzyków
mimo iż jej łapki były już słabiutkie do miski biegła co sił aby rozkoszować się smakołykami
W dzieciństwie (moim) lubiła samodzielne przechadzki podblokowe, odwiedziny balkonów sąsiadów i leżakowanie w ogródki,
pamiętam jak odbierałam jej poród (w szafie), jak upolowała wróbelka, którego później ratowaliśmy...
---
chciałam dodać ostatnie zdjęcia jakie zrobiłam około rok temu...

"Kajka"


czwartek, lipca 10, 2014

żyję:)

żyję:)
Witajcie, 
żyję, już od kilku dni miałam napisać posta i ciągle coś. Nie myślcie sobie, że nie chciałam, co to to nie. 
Zacznę od początku, po serii wszelkich popsuć (czyt. maszyna, żelazko) przyszła pora na .... komputer. 
Przygotowuję Ci się Ja do egzaminu nauczycielskiego, nanoszę ostatnie poprawki do prezentacji, zaparzam pyszną zielona herbatę "Zaczarowana polana", kosztuję się w jej smaku, aż tu nagle 
zawartość kubka ląduje na laptopie, a ratując sytuację, zabierając kubek z klawiatury oblewam jeszcze ścianę (białą).
Z prędkością Spidermena wyciągam pendrivy - źródła moich prezentacyjnych dokonań...i tyle, masz tu człowieku, odstresuj się przed egzaminem..
Na szczęście jakieś ostatnie wersje się zapamiętały, no ale laptop nie działał. 
Mój kot nie mieszał w tym swoich zwinnych łapek (bo podejrzenia męża cały padają na wutrzaka ogoniastego (M.A)...ogłaszam, to nie on, a przynajmniej nie tym razem).
Później ogarną mnie nerwowy śmiech (same rozumiecie, różnie człowiek może zareagować).
Egzamin...brr...nie powiem, żeby było miło i przyjemnie, ktoś się spóźnił (nie Ja), ktoś inny nie był z tego powodu zadowolony...w wersji ostatecznej przemaglowano mnie totalnie - po egzaminie "na chwilę" nawet miałam niedosyt, ale teraz cieszę się, że mam to już za sobą i wiem tak naprawdę co zrobiłam dla dzieci, z dziećmi i dla szkoły, w każdym razie  cieszę się ze swojego stopnia "nauczyciela mianowanego".
A laptop mam już naprawiony...hurraa
Koniec roku szkolnego, był też czasem pożegnań i wzruszeń...odeszło wiele moich koleżanek i kolegów, nie dziwię się i być może gdyby nie "coś" to zrobiłabym to samo. W każdym razie tusz miałam rozmazany na całej twarzy.
W ferworze drukowania świadectw, wraz z koleżanką zrobiłyśmy jeszcze kartki pożegnalne, ja zajęłam się stroną estetyczno-plastyczną a koleżanka zadbała o treść wnętrza...bardzo, bardzo ważnego, bo to wszystko miało stanowić niepowtarzalną, bezcenną całość, tak wyjątkową jak osoby dla których to zrobiłyśmy. 
Ku pamięci...

Copyright © 2016 Agea Happiness-Moje Pasje , Blogger