sobota, czerwca 28, 2014

Carpe diem i wszystko co kocham...

Carpe diem i wszystko co kocham...
Przeżyłam Zakończenie Roku Szkolnego...kolejne moje nauczycielskie
3 letnie podsumowanie - pożegnanie z klasą
poleciały łezki bo i najbliższe koleżanki zmieniają miejsce pracy...
wakacji jeszcze nie czuję, bo troszkę popracować jeszcze trzeba będzie i czeka mnie przede wszystkim egzamin, to chyba najbliższe najbardziej stresujące wydarzenie
w środę o 8.30...rozpocznę, a o której i jak skończę...nie wiem
mam tylko nadzieję, że przeżyję ten dzień
---
A z wydarzeń domowych...hmm
kolejny raz zdarza się tak, że jak psuje się jedna rzecz, to za chwilę druga...i mam nadzieję, że nie trzecia
po maszynie, zresztą już naprawionej, nadszedł czas na żelazko
ja chyba na prawdę ostatnio przesadziłam i sprzęty wyeksploatowałam do maksimum
Zgadnijcie kiedy żelazko mogło się popsuć, nie na 2-3 dni przed zakończeniem Roku Szkolnego ani nie po...nie, nie - ale właśnie w dniu kiedy jednak jakoś wyglądać trzeba
rano po włączeniu ulotnił się tylko bardzo nieprzyjemny zapach spalenizny...i to był koniec żywota
ale dałam radę, na szczęście sukienka podarowana przez Rodziców nie wymagała aż takiego prasowania a płaszcz...no cóż (ostatnio nawet zagniecenia są modne) i na szczęście słoneczko też zaświeciło.
Teraz zastanawiam się nad jakimś parowcem ...może polecicie jakieś, z chęcią wysłucham Waszych opinii...
---
Na pożegnanie dla klasy...


poniedziałek, czerwca 23, 2014

Dla Tatka:)))

Dla Tatka:)))
Dziś dzień szczególny...bo dzień Taty...
tym razem udało się Nam dotrzeć w tym czasie w rodzinne strony i razem z siostrzyczką (i małżonkami) wręczyć upominek i...podziękować
---
Jeszcze przed wyjazdem obmyśliłam plan aby zrobić dla Rodziców tort Tiramisu według przepisu Ewy Wachowicz...i wszystkie składniki zakupiłam wcześniej, zabrałam się do pracy...nawet biszkopt mi wyrósł...
i nawet nasączyłam go amaretto z kawą...i nawet zaczęłam już robić krem, wyjęłam malinki...i tak na koniec przyspieszyłam, że nie doczytałam i nie zmniejszyłam obrotów w mikserze...masz ci los...po 3 minutach mój krem nie przypominał już kremu tylko coś zważonego i niesmakowitego...
Mąż z ochotą wielką przespacerował się do sklepu o 21.50 ale serka mascarpone było - brak.
Tak lekko się nie poddaję...
znalazłam w szufladzie - krem ajerkoniakowy - i cóż zrobić - może to wydawać się dziwne, ale połączyłam go z nasączonymi delikatnie amaretto warstwami biszkoptu, szłam w zaparte według przepisu i każdą warstwę posypałam delikatnie kakao i przełożyłam malinkami....również na wierzchu
wiecie, że wyszło naprawdę dobrze i smakowicie...
żałuję tylko, że zdjęcia nie zdążyłam zrobić
---
w drodze na Kujawy podziwiałam piękne zielone pola i nie mogłam się powstrzymać...
prawie wszędzie kwitną są chabry, maki i rumianki --- pomyślałam o bukiecie dla Rodzinki.
Jednak później okazało się, że chyba jestem uczulona na te urokliwe kwiatostany i skończyło się tym, że kwiatki wylądowały na balkonie... i też tam ładnie się prezentowały
---
Od takie niespodzianki przyszykowałam:)
---
W tym roku upominkiem do prezentu dla tatka była mała kosmetyczka (np. na lekarstwa) i notesik
- tuż przed wyjazdem zrobiłam jeszcze zdjęcia -


niedziela, czerwca 22, 2014

Zielono, ach zielono...

Zielono, ach zielono...
Ostatnio z czasem u mnie bardzo, bardzo krucho...
muszę dotrwać, przynajmniej do 2 lipca (czyt. do egzaminu) 
i jeżeli dobrze pójdzie to na chwilkę choć odetchnę.
Po długim weekendzie spędzonym u rodzinki, czeka mnie jutro kolejna, chyba najdłuższa Rada...
choć na momencik zrelaksowałam się, z siostrą wyciągnęłyśmy maminkę na zakupy i przeprowadziłyśmy malutką metamorfozę a wieczorkiem "wymęczyłam" mamę robiąc fryzurki - przy okazji nauczyłam się robić zaplatańca dookoła głowy i okazało się, że mama bardzo fajnie wygląda właśnie w takiej fryzurze.
Przez ten czas trwały też dni mojego rodzinnego miasta, więc wyruszyliśmy na spacer wzdłuż 3 maja...a tam Jarmark Rozmaitości...aż żałuję, że nie wzięłam aparatu, bo było wiele prac wykonanych ręcznie...
Dla malutkiego siostrzeńca przy okazji dla małego uszyłam też letnią pościel...i zobaczyłam jak wiele radości może przynieść podarowany kręcący się bączek.


niedziela, czerwca 15, 2014

O matko...

O matko...
Moja maszyna nie działa:(
biedna, chyba ją wymęczyłam za bardzo i nie dała rady, dziś ostatkiem sił pomogła mi dokończyć szyć torbę dla przyjaciółki, z którą już niedługo się spotkam...i później już nie drgnęła.
Zanim jeszcze do torby doszłam to były kosmetyczki dla dzieci przyjaciół i coś dla słodkiego snu mojego kochanego chrześniaka...
rany, jak tak sobie pomyślę, to ja chyba naprawdę ją dobiłam... ale tak bardzo chciałam wszystko szybciutko zrobić, bo wiem, że już po tym weekendzie i przez najbliższe 2,5 tygodnia będę musiała się wstrzymać z robieniem przyjemnych rzeczy...czeka mnie...koniec roku szkolnego i egzamin...więc pewnie dopiero po 2 lipca (jeżeli zdam egzamin) to cokolwiek dotknę...mam nadzieję, że do tego czasu uda się odratować bidulinkę...a może tatko "złota rączka" ją przechwyci:)))
---
Dziś jeszcze nie okażę tego o czym napisałam na początku tylko odwołam się do poprzedniego posta i pokażę kosmetyczki, które uszyłam dla dziewczyn z Addicted to craft
---
i jeszcze coś, na początku tygodnia otrzymałam dwa prezenty, jak dla mnie symboliczne
chleb od koleżanki z pracy i aniołka od córeczki przyjaciółki
(a wszystko to o 8.00 rano)
to dało nadzieję na dobry dzień...
po chlebku nie ma już nawet okruszka, ale aniołek jest...


sobota, czerwca 14, 2014

Żyję i szyję

Żyję i szyję
Przez chwilkę mnie nie było, 
ostatni czas był troszkę zajmujący...
codzienna praca właśnie teraz wymaga 120% nakładu swoich możliwości i zaangażowania (zapowiada się, że będzie jeszcze więcej)
Tak "całkiem z nudy" zapisałam się jeszcze na dodatkowe dwa szkolenia internetowe dla nauczycieli, a to kolejne min. dwie godzinki więcej na dobę.
A, że nie samą pracą i nauką człowiek żyje to odczułam wszechogarniającą potrzebę szycia - to po części za sprawą dziewczyn z Addicted to craft, które otwierają sklepik w Warszawie i w ten weekend uczestniczą również w Targach sztuki i desingu.
Poczyniłam kilka małych zestawów, dziś część z nich
(więcej zdjęć dorzuciłam na bloga szyciowego)

niedziela, czerwca 01, 2014

coś...dla siebie

coś...dla siebie
Skoro wczoraj (czyt.sobota) wstałam skoro świt o 5.40 to dziś nadrobiłam i obudziłam się o 9.00...
więc, że tak powiem wyrównałam do (mojej) średniej weekendowej...hehe
Z okazji dzisiejszego dnia Dnia Dziecka zrobiłam coś dla siebie, tak na pocieszenie najbliższych dni
Od dawna (tak odnotowałam w swoim notatniku) w chciałam uszyć domowe papciowe balerinki i pokrowiec na okulary przeciwsłoneczne
I w końcu...dziś..."nadejszła wiekopomna chwila"



Copyright © 2016 Agea Happiness-Moje Pasje , Blogger