sobota, 2 lipca 2016

Urodzinki były...były

Minęły już dwa miesiące a ja dopiero teraz...
staram się ale jakoś nie wychodzi mi być jednak na bieżąco
w skrócie...malutka śmiga już po domu na nóżkach...powstała i ruszyła...i jest wesołoooo:)
---
W każdym razie dziś o Naszym upominku urodzinowym na Roczek Lei
Bardzo chcialam podarować jej coś zrobionego własnoręcznie
 ale niestety ograniczenia czasowe i zdolności w pewnych tematach dały mi do myślenia, że to nieralne
więc to co mogłam zrobiłam z wielką ochotą sama 
a to czego nie zrobiłabym tak perfekcyjnie jak zamyśliłam sobie w głowie to o to uśmiechnęłam się do naszych blogowych koleżanek:)


czwartek, 9 czerwca 2016

Był sobie Dzień Mamy

Co prawda troszkę czasu już minęło od naszego świętowana ale w pamiętniku blogowym takiego wydarzenia nie może zabraknąć.
Świętowałyśmy sobie nawet ciut wcześniej bo sam dzień spędziłyśmy już u mojej mamy pędząc dzień wcześniej pociągiem...tak, znowu pociągiem...
Za każdym razem zastanawiam się jak to będzie, bo malutka jest dosyć ruchliwa i siedzenie w wagonie czy dużym przedziale nie jest takie proste. Mimo iż PKP zapewnia że są specjalne wagony dla rodzin to często okazuje się, że te miejca pełne są również osób, którym niekonicznie może odpowiadać towarzystwo takich  rozbrykanych maluchów...no wiecie: gadające książeczki, śpiewajace maskotki lub śpiewające mamy albo jeszcze gorzej ....płacz
W każdym razie osotatnio trafiłyśmy do przedziału z 8 miejscami a z nami dwiema podróżowała mama z trójką dziewczynek i psem:)...było więc wesoło i trochę ciasno, bo żadna z Nas Mam nie miała już siły na wkłożenie walizek na górną półkę...
mimo wszystko tą podróż można zaliczyć do udanych...zwłaszcza, że na peronie powitała nas moja siostra, która pomogła wydostać się z pociągu.
A więc dzień mamy spędziłyśmy u mojej mamy oraz teściowej...robiąc niezapowiedzianką niespodziankę
obie mamy zostały obdarowane upominkami
a mi nawet udało się uszyć ozdobne woreczki


niedziela, 22 maja 2016

Miasteczko małe i jeszcze coś

A było to w grudniu, tak to na pewno był grudzień, bo…na chwilę zamieniłam się w pomocnika Mikołaja i jak jeden ze skrzatów dostałam zlecenie…
Pewien młody chłopiec ucieszyłby się z maty miasteczka…ulice, domy, bloki, sklepy….tak, żeby można było jeździć autkami
Więc zabrałam się do pracy…
- zakupiłam filc,
- zaprojektowałam miasteczko
- mierzyłam i wycinałam
- trochę przyklejałam a później przyszywałam
I Voilà



Ale przyznam, że momentami nie było łatwo, 
kupiłam grubszy filc (4mm) bo stwierdziłam, że cieńszy będzie się podczas zabawy zawijał i będzie niewygodnie jeździć autkami...
...ale nie przewidziałam jednej rzeczy, że moja domowa maszyna może nie podołać z przeszyciami….
W każdym razie dzieło zostało dokonaneJ

 ---
A później jeszcze powstało coś na mroźne dni
Czapka i komin w wersji syn + mama

zdjęcia użyczyła mi siostrzyczka
była oczywiście zima, spadło nawet trochę białego puchu więc młody mógł pobawić się w malowanie na śniegu

a to już młodzieniec




i jeszcze jego młoda mama




Pozdrawiam
Agea

PS. dziękuję, że mimo mojej dlugiej nieobecności zajrzałyście do mnie i zostawiłyście dobre słowo
Powolutku powracam:)

niedziela, 15 maja 2016

ojoj


No nieźle muszę to przyznać…bo chyba tak dużej przerwy w blogowaniu to Ja się nie spodziewałam.
Nie wiem nawet od czego zacząć ale wiem, że powinnam bo bardzo mi tego brakuje
Czasami człowiek musi…tak jak to było w tej piosence….inaczej się udusi…uuu
I czasem inne względy skłaniają do zachęty (tego nie ma w tej piosence ale jakoś się mi zrymowało)
Tak naprawdę nie będę Was i siebie  oszukiwać
Hmmm
Wydawało mi się w styczniu że to ogarnę…i tak owszem było…przez kilkanaście dni
Ale…
Ale małżonek przyniósł do domu strasznego wirusa
I to tak paskudnego, że cała nasza trójeczka rozkładała się po kolei (dobrze, że koty się nie zarażają)
Jak to wspomnę to aż mnie dreszcze nachodzą
Ale to nie koniec
Gdy minęły w lutym te 3 tygodnie chorób to czułam, że mój organizm musi się zregenerować i na pewno zaraz po tym wszystkim spokojnie dojdziemy do ładu i składu
I tak na chwilę było
Baa…Ja nawet ruszyłam poznać pobliską siłownię i fitness
I nawet pojechałam pełna zapału po rajtuzy i bluzkę do ćwiczeń (tak na motywację)
No cóż
Radość nie trwała zbyt długo, bo po dwóch dniach nadszedł znowu ON
Tak, jakby ten sam wirus tylko bardziej już zmutowany
i………brrr
tego też nie chcę wspominać (te ciarki naprawdę mnie przechodzą jak o nim pomyślę)

Więc chyba już zakończę

Ale prawda jest taka, że po nim też długo do siebie dochodziłam
Tak mijały dni aż w końcu mamy maj

I nasza kruszynka ma już ROCZEK!!!!!
HURAAA!!!






A ja tak jakby jestem zapóźniona w postowaniu na blogu ale … powoli postaram się to nadrobić
I najważniejsze, teraz jesteśmy wszyscy zdrowi, mała rośnie, jest pogodna, trochę szalona i taka … KOCHANA…




PS. W kolejnych postach będę nadrabiać wspomniane zaległości – coś jednak robiłam, nie za dużo ale czasem nawet zdjęcie cyknęłamJ
Buziaki

Pozdrawiam
Agea

sobota, 9 stycznia 2016

happy planer, czyli ogarnij się kobieto

Witajcie,
nie wiem jak u Was ale u mnie za oknem nawet ładnie zabieliło...nie ukrywam, że bardzo na to czekałam
bo po prostu lubię/kocham biel i od razu jakoś tak jaśniej w sercu i na umyśle.
Śmieje się, ale w listopadowe i grudniowe popołudnia, kiedy za oknem było ponuro, mokro i szaro dopadały mnie myśli o zakończeniu pisania bloga..tak, tak...powody
bo:
czasu mało
chyba nie za dużo mam do pokazania
ubolewam, że nie zdąrzę zajrzeć do Was
itd.
Na szczęście jakoś te myśli odeszły i póki co stwierdziłam, że się nie poddam
że zawalczę
bardziej się zoorganizuję
zacznę po prostu działać
"z małą na ręku" i "z małą pryzklejoną do nogi" mimo wszystko będziemy działać (no właśnie, minął tydzień od kiedy zaczęła porządnie raczkować a teraz już sama chwyta się nogi, mebla i wstaje...(niektórzy mówią, no to teraz się Wam zacznie)
więc będę pisać dalej bo:
to lubię, bo blog to cząstka mnie, mojego życia
to on i Wy mnie motywujecie
a więc
wymyśliłam sobie, choć nie wiem czy się sprawdzi i czy ma to sens...ale spróbuję
wymyśliłam sobie, że będę planować....uuu (w tym momencie chyba zastęskniłam za pracą w szkole)
Jak kolwiek to brzmi, z małą istotką trudno coś do końca zaplanować ale chciałabym robić na codzień coś więcej, tak abym wykorzystała ten swój czas z nią jak najlepiej abym miała poczucie, że było ciekawie, wesoło...i kolorowo
W zwiazku z tym zaraz po rozpoczęciu  roku, na naszej domowej tablicy korkowej umieściłam zaprojektowane przeze mnie planery - dla mnie, dla malutkiej i dla męża...a co niech mąż też się trochę ogarnie